Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eksploracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eksploracja. Pokaż wszystkie posty

2 grudnia 2017

Black Mirror (2017)

Ostatnim czasy znacznie zaniedbałam przygodówki. A może to one zaniedbały mnie, bo dobrych produkcji jest jak na lekarstwo. Dlatego też Black Mirror budził we mnie (i nie tylko) wielkie nadzieje. Jak na współczesny reboot sztandarowej niegdyś przygodówki "przystało", point’n’clickowe 2D zastąpiono pełnym 3D co przełożyło się na pogłębienie immersji w grze, jednak przyniosło inne problemy. Ale o tym poniżej. 

Pierwsze minuty, a nawet godziny w grze utrzymały mnie w przekonaniu, że warto było czekać, a czas spędzony w grze będzie bardzo przyjemny. Gorzej prezentuje się jednak zakończenie, a także czas trwania samej rozgrywki (5 godzin). Gra ma wiele wad - tyle dobrze, że twórcom z King Art Games udało się perfekcyjnie oddać atmosferę poprzedniczek zarówno fabułą jak i grafiką oraz udźwiękowieniem. 


Black Mirror 2017 pc game, gra


1 lipca 2017

Get Even

Sądzi się, że zapominanie jest naturalnym mechanizmem obronnym mózgu, powstrzymującym człowieka od rozmyślań nad przeszłością i ciągłym przeżywaniem na nowo traumatycznych wydarzeń z przeszłości. – cytat z gry.

Najnowsza gra naszego rodzimego studia The Farm 51 pod tytułem Get Even pozwoliła mi nareszcie zanurzyć się w jednej produkcji na dobre. Mimo wszelkich zarzutów poczynionych pod jej adresem, będę broniła Get Even właśnie między innymi dlatego, że zdołał przekonać mnie do siebie na tyle, iż przeszłam go w całości, dobijając jedenastu godzin na liczniku. A przecież o to w gamedevie chodzi: żeby tworzyć gry, które wessą nas w swój świat i sprawią, że będziemy chcieli jeszcze. Jest to niezwykle trudne w zalewie dzisiejszej gamingowej tandety.  

15 czerwca 2017

What Remains of Edith Finch


Są takie gry, do których opisywania nie potrafię się zabrać. Wszystko to stad, że moje emocje są rozchwiane i nie potrafię ich dobrze ubrać w słowa. Poza tymi oczywistymi emocjami, które pozostawiła po mnie gra (jak nostalgia, smutek i myśli egzystencjalne), jest we mnie również złość. Ogromna złość, że takie gry nie są szerzej reklamowane. Przygoda, która w najmniejszym stopniu nie odstępuje takim tytułom jak Zaginięcie Ethana Cartera (bo nastrojem obie produkcje są do siebie najbardziej zbliżone) nie została przeze mnie zauważona ani prze premierą, ani w jej dniu, ani nawet na miesiąc po niej. Można by to zrzucić na karb małego studia producenckiego Giant Sparrow, które jak dotąd ma na swoim koncie jedynie dwa tytuły (łącznie z What Remains…). Można by się też doczepić, że grę przejdziemy w 2-4 godziny (w zależności czy jesteśmy typem wszędobylskiego lub gnającego przed siebie gracza). Niemniej życzę wszystkim graczom, którzy cenią sobie w rozgrywce coś więcej niż rozrywkę i odskocznie od dnia codziennego, aby zapoznali się z tytułem. Nie pożałujecie.

22 stycznia 2017

Mass Effect 2

Po czym poznaję, że gra mi się podobała? Oprócz tak oczywistych rzeczy jak popadanie w zachwyt, mam jeszcze inny wyznacznik. Zasiadając do pisania recenzji o jednym z lepszych tytułów lubię delektować się pisaniem, wspominać całą grę, wracać do niej myślami. Mass Effect ukończyłam w 30 godzin, a wiem że można by siedzieć nad tytułem dwa razy dłużej. Jednak był to tylko jeden magiczny weekend. Gdyby nie ustawiczne podawanie kropli do oczu już dawno moje gałki wypłynęły by poza oczodoły i podzieliły losy pierwszej Normandii. Ten kto czytał moje dywagacje na temat pierwszej części trylogii Mass Effect ten wie, że nie do końca byłam nią zachwycona. Ale dałam szansę części drugiej i była to doskonała decyzja. Już po kilku pierwszych minutach zakochałam się w grze i zarwałam dwie kolejne noce przed monitorem (co zdarzyło mi się ostatnio chyba dekadę temu).


16 stycznia 2017

Mass Effect

Mass Effect. Jeśli nie kojarzysz tej gry, to z pewnością kojarzysz przynajmniej sam tytuł. Nie? No to już nic nie poradzę. Ominął Cię dość ciekawy kawał popkultury, który to trwa nieprzerwanie do dziś. Mass Effect, to nie tylko (jak dotąd) trylogia gier akcji, ale również tetralogia powieści wydawanych pomiędzy tymi trudnymi dla graczy momentami – premierami kolejnych gier.

Nie ma sensu na recenzowanie gry z punktu widzenia dzisiejszego rozwoju gier pod kątem wizualnym. Nie ma co ukrywać – pierwszy Mass Effect już nieco się zestarzał, ale jeśli ktoś ma aż tak wyjątkową awersję do mało efektownych teł sprzed dekady zawsze może sięgnąć po upiększające grę mody. Tak więc wyobraźmy sobie, że cofamy się w czasie do dnia premiery Mass Effect.



6 stycznia 2017

Zaginięcie Ethana Cartera (redux)

Co jest takiego fenomenalnego w tej grze, że jedni pieją z zachwytu, a inni unoszą jedynie oczy do góry i mamroczą coś w stylu „jakbym chciał popatrzeć na widoczki, to poszedłbym do lasu”? No właśnie, czy jakiś tytuł (prócz Minecrafta) może budzić tak skrajne emocje? Jak widać może i zdaje się, że chyba wiem dlaczego…


18 grudnia 2016

Layers of fear + Inheritance


Horrorów w branży growej jest już cała masa i z roku na rok przybywa ich w szalonym tempie. Mam jednak nieodparte wrażenie, że wiele z nich tworzone jest na identycznych zasadach. Mechanika to wyłącznie błądzenie po ciemnych korytarzach z wyczerpującą się latarką, a straszenie gracza ogranicza się do zabiegów nazywanych w gamingowym żargonie jump scare. Dlatego tak rozpaczliwe szukam w horrorach czegoś innego, jakiegoś powiewu świeżości. Moim wymaganiom sprostała produkcja Layers of Fear. Gra krakowskiego studia Bloober Team to nie tylko powiew świeżości, ale także podmuch szaleństwa. 



13 października 2016

Subject 13

Po Subject 13 sięgnęłam tak naprawdę z prostej przyczyny. Miała być to gra o tematyce science fiction, czyli takiej jaką lubię najbardziej. Wszystko się zgadza – produkcja porusza kwestię fizyki kwantowej, teorii wieloświatów i  wielowymiarowości wszechświata. Miodzio. Jakaż szkoda, że gra nie rozwija w pełni swojego potencjału i kończy się tam, gdzie powinna zaczynać się rozkręcać.


6 sierpnia 2016

The Assembly

Czym jest Assembly łatwo odgadnąć już na pierwszy rzut oka. Gra stworzona przez brytyjskie studio nDreams specjalizujące się w tworzeniu produkcji pod gogle VR jest kolejną z serii „wirtualnych spacerów”. Gry tego typu mają zarówno wielu zwolenników jak i zagorzałych przeciwników. Mówi się, że owe produkcje nie są grami, a interaktywnymi filmami. Po części jestem skłonna się z tym zgodzić. Jednak Assembly czym by nie było, od miana „interaktywnego filmu” ratuje się rozmaitością zagadek i łamigłówek. I choć nie są one specjalnie wysokiego poziomu, to zapewniają zabawę na około 6 godzin.

23 lipca 2016

The Eyes of Ara

Jeśli ktoś z Was od długiego czasu narzekał na gry, w których nie trzeba myśleć, na gry, które „przechodzą się same”, na gry, które nie stanowią żadnego wyzwania i na gry, które są za krótkie, niech koniecznie sięgnie po The Eyes of Ara. Od dawien dawna nie spotkałam się z tak mentalnie wymagającą grą, która pochłonęła mnie na ponad 10 godzin nie byle jakiego główkowania. Ale do tychże zagadek, będących niezaprzeczalnie największą zaletą gry, wrócimy za chwilę.

The Eyes of Ara zaczyna się, gdy jako główny acz bliżej nam nie znany bohater, przybijamy łódką do brzegów tajemniczego zamczyska, od dawna już przed nikogo niezamieszkałego. Gracz może z początku obawiać się, że będzie to rozgrywka z serii „przechodzonych”, jednak nic z tych rzeczy. I pomimo że na początku pływamy łódeczką, później chodzimy sobie wokół zamku, to już gdy do tegoż zamczyska wchodzimy, zaczyna się przed nami typowa point and clickowa zabawa.

24 maja 2016

Firewatch - recenzja

Firewatch to kolejna przygodówka z serii „chodzonych”. Jak widać, forma ta zdobywa coraz szersze rzesze zwolenników, toteż gry takie nieustannie powstają. Co jakiś czas dostajemy w swoje ręce istne perełki, z mistrzowską fabułą, mistrzowską grafiką i generalnie niektóre gry nie pozwalają nam na oderwanie od nich wzroku. Firewatch niestety do takowych nie należy. Owszem, jest historia, ale na kolana nie rzuca. Jest też nieco bajkowa, innowacyjna grafika, ale kopara nie opada. A do tego wpasowana we wszystko muzyka. Nie najgorsza, ale i w pamięć nie zapadnie, jak sama gra. 

Everybody's gone to the rapture - recenzja



Świat istniał na długo przed nami i będzie istniał jeszcze przez długi czas, bez nas. - Dr. Katherine (Kate) Collins – EGTTR.

„Everybody's Gone to the Rapture" czyli w wolnym tłumaczeniu „Wszyscy dostąpili wniebowzięcia” to gra wyjątkowa. Tę grę się albo kocha, albo nienawidzi. Ja należę do tych pierwszych.

Twórcy podczas tworzenia fabuły posiłkowali się takimi książkami jak „Śmierć trawy” Johna Christophera czy „Dniem Tryfidów” Johna Wyndhama. Obie te powieści należą do postapokaliptycznego nurtu science fiction z przełomu lat 60. i 70. Obie te powieści łączy istota obcych, którzy starają się zniszczyć ludzi czy to za pomocą wirusa, czy za pomocą oślepiania szerokich mas ludzkich.