czwartek, 13 października 2016

Subject 13

Po Subject 13 sięgnęłam tak naprawdę z prostej przyczyny. Miała być to gra o tematyce science fiction, czyli takiej jaką lubię najbardziej. Wszystko się zgadza – produkcja porusza kwestię fizyki kwantowej, teorii wieloświatów i  wielowymiarowości wszechświata. Miodzio. Jakaż szkoda, że gra nie rozwija w pełni swojego potencjału i kończy się tam, gdzie powinna zaczynać się rozkręcać.


Fabularnie nie mam grze nic do zarzucenia. Poznajemy głównego bohatera – naukowca Franklina Fargo - i dowiadujemy się co nieco o jego przeszłości. A nie była ona różami usłana. Fargo w dniu, w którym chciał oświadczyć się ukochanej, traci ją w wyniku morderstwa, którego ofiarą sam miał paść. Nie mogąc się otrząsnąć po tej tragedii, sam targnie się na życie skacząc do rzeki. Nic dziwnego, że bohater jest w niemałym szoku, gdy nagle budzi się w obcym sobie miejscu. Jest uwięziony w czymś na kształt ośrodka badawczego, a jedyna „osoba” z którą ma kontakt nie jest nawet osobą. Komunikuje się z nim bowiem jedynie głos i to głos z całą pewnością nie człowieczy. Brzmi jak cyborg, a przedstawia się jako bóg Ah Cizin. Informuje on Franklina, że ten ma szanse wydostać się z ośrodka, musi tylko wysilić mózgownicę aby to uczynić. I stąd biorą się wszelkie zagadki, przed którymi stanie gracz. A są one zarówno logiczne jak i przedmiotowe (z przewagą tych pierwszych).
Chatki tubylców są. Tylko czemu nie ma tubylców? A może to i lepiej...
Najciekawszym elementem fabuły jest jednak to, że grając Franklinem, zbieramy tak zwane „testimonies” czyli nagrania audio, z których odsłuchujemy wypowiedzi osób, niegdyś pracujących w ośrodku. I choć brzmi to nudno, to same audiologii są niesamowicie interesujące. Na początku znajdujemy jedynie strzępki informacji z różnych okresów czasu, jednak im dalej w grę, tym więcej audiologów znajdujemy i w końcu zaczyna się z tego tworzyć spójna całość.  To, co jest tak interesujące w owych nagraniach jest to, że należą do samego Fargo. A dokładniej pisząc – do jego alter-ego z innego wymiaru. Jakby tego było mało, Fargo ma okazję spotkać swoją nieżyjącą narzeczoną, jednak nie jest ona tą samą Sophie co kiedyś.


Zarówno audiologii jak i dialogi z bogiem Ah Cizinem obfitują w odniesienia do filozofii, oscylują wokół pytań o sens ludzkiego istnienia. Wszystko pięknie, niemal ideał, z tym że niestety tematy te są jedynie „lekko liźnięte”. Gra nie zadowoli wobec tego nikogo, kto w tej materii siedzi już głębiej. Niemniej mimo że temat został potraktowany w grze pobieżnie, to udało się twórcom zachować atmosferę zagubienia i tajemnicy. Chyba najtrafniejszym określeniem będzie tu „zmarnowany potencjał”.

Tajne laboratorium znajduje się na tej oto malowniczej wyspie
Niestety potencjał został zmarnowany nie tylko na tle fabularnym. Mimo, że rozdziałów mamy 4, to są one bardzo krótkie i grę spokojnie przejdziemy w 5 godzin (a zrobilibyśmy to nawet w 4, gdyby nie ostatnia, owiana złą sławą minigierka – ale o niej później). Plansze są dodatkowo małe i straszy w nich pixel-hunting. Doczepić mogłabym się również do sterowania. Twórcy użyli w grze niezbyt standardowego rozwiązania, gdyż na przykład używając przedmiotów musimy przygotować się na to, że nie wystarczy coś z czymś połączyć. Trzeba to dosłownie „przekręcić” (myszką), od czasu do czasu coś „przesunąć” (oczywiście też myszką) czy też „podnieść” (niczym innym jak tylko myszką). Niby fajne rozwiązanie ale niekoniecznie dopracowane. Raz męczyłam się z otworzeniem wieczka do skrzynki. No istna mordęga.

Niektóre widoczki były ładne, ale bez przesady
Na pewno to, co bardzo podobało mi się w grze prócz tła fabularnego to muzyka. I tu niestety znów muszę się doczepić: pomimo, że kawałki były naprawdę klimatyczne i miały w sobie klasę to było ich zbyt mało. Zapętlające się 5 utworów (choćby były nie wiadomo jak piękne) w końcu każdemu się znudzą.

Grafika również nie powalała, a już na pewno nie powalało wykonanie postaci bohatera. Franklin kojarzył mi się z bohaterami gier z Play Station pierwszej generacji. Ledwo rozróżniałam części jego twarzy. Na szczęście sama postać potrafiła biegać co się chwali, zważywszy na ostatnich bohaterów przygodówek, którzy ledwo powłóczą nogami.

Testimonies - nagrania były niezwykle ciekawe i było ich sporo
Kwestię zagadek zostawiłam sobie na koniec, czyli… na teraz. Gra zaczęła się niepozornie, graczowi zostało nawet dane zapoznać się z krótkim samouczkiem. Pierwszy rozdział był bardzo prosty (nawet jak dla mnie, a z logiką mam na bakier odkąd po raz pierwszy przestąpiłam próg sali do matematyki sto lat temu). Kolejny miał już dużo wyższy poziom, ale to, co zaoferowały nam dwie ostatnie zagadki, trafia do czołówki zadań, do których wracać nie chcę. Ostatnią minigierką był saper. Starsze pokolenie pamięta sapera jeszcze z Windowsa 98. Ale tamten saper moi mili nawet na poziomie hard, był niczym w porównaniu z tym, co zaserwował nam twórca. Nie można tego opisać – to trzeba przeżyć. Niechaj wystarczy Wam sam fakt, że z owym zadaniem walczyłam ponad godzinę. W innym wypadku poddałabym się i o grze zapomniała, ale było to zadanie niezwykle wciągające. I wjechało mi na ambicję. No bo jak to… Sapera nie wygram?

Miś nie sprawiał realnego zagrożenia, ale fajnie ryczał
Wielu z graczy porównuje Subject 13 do innej produkcji Paula Cuisseta – do Flashback. Owszem, gra ta była niewątpliwie hitem, jednak nie była to przygodówka point’a’click, a raczej platformówka z elementami zręcznościowymi. Uważam wobec tego, że wielu niepotrzebnie napaliło się na Subject 13 porównując go właśnie do Flashback. Pomimo, że gra Subject 13 ma więcej wad niż zalet, to te zalety mają przewagę jakościową. Otóż świetna fabuła, doskonale dobrana muzyka i odpowiednia atmosfera w grze przysłania wszelkie niedoróbki jak kiepska mechanika czy niedociągnięcia graficzne. W sumie jestem bardziej na tak, niż bardziej na nie. Subject 13 wniosło coś do mojego krótkiego życia gracza. Coś co zapamiętam pośród tego zalewu kiepskich produkcji.

+ niebanalna fabuła
+ muzyka
+ atmosfera wyobcowania

- krótka
- saper wrrrr….
- niedomaga graficznie i mechanicznie

6/10


Data premiery: 26 maj 2015