Whispering Willows to mały, ale dopieszczony indyk, który jest zarazem debiutem amerykańskiego studia Night Light Interactive. Choć tytuł nie zostanie w mojej pamięci na długo, to chciałoby się, aby każda produkcja indie była dopracowana minimalnie na takim samym poziomie jak Whispering Willows. Mechanika jak i dwuwymiarowa grafika cieszą, nie powodują zgrzytów z odbiorze. Gra nosi także wszelkie znamiona przygodówki widzianej w rzucie bocznym, jednak trochę nad wyraz użyto tu sformułowania „gra logiczna”. Zębów na zagadkach nie zjadłam i generalnie mówiąc grało się łatwo i przyjemnie. Krótko, ale treściwie. Z pomysłem, ale bez większej głębi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krótka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krótka. Pokaż wszystkie posty
2 września 2017
29 sierpnia 2017
Masochisia
Zanim ktokolwiek zostanie zwiedziony przez informację, że
Masochisia jest przygodówką point’n’click, niech najpierw upewni się, że temat
obłąkania i morderstw jest mu tematem miłym, a przede wszystkim, że ma 18 lat. Masochisię
docenią gracze wysoce emocjonalni oraz… wyraźnie skrzywieni. Może nie spodobać
się przeciętnemu fanowi point’n’clicków, a może nawet budzić odrazę.
W zależności od tego, kim jesteśmy, jakie przeżycia nosi
nasza własna historia i jak bardzo podatni jesteśmy na schizofrenię, tak dalece
spodoba nam się Masochisia.
4 lutego 2017
To The Moon
Jak to jest, że gra która ma 76 megabajty bije na głowę inne olbrzymie pozycje? Wszystko to za sprawą wyjątkowej, niecodziennej historii oraz wzruszającego soundtracku. To The Moon to przygodówka zaskakująca zarówno pod kątem mechaniki jak i rozwiązań fabularnych. Najbardziej zaskakujące było jednak to, że ta eksperymentalna gra zaczarowała mnie mimo wykonania w stylu izometrycznego 2D, które kojarzy mi się z japońskimi produkcjami typu Harvest Moon. Te 6-letnie już dzieło łamie popularne stwierdzenie, że w grach jedną z najważniejszych rzeczy jest powalająca i realistyczna grafika. W To The Moon jej nie ma. Twórcy z Freebird Games stworzyli dzieło niszowe i niezależne. Produkcja odniosła jednak tak wielki sukces, że w bieżącym roku pojawić się ma kolejna gra o przygodach niezłomnych naukowców pozwalających na spełnianie marzeń osobom znajdującym się na łożu śmierci.
16 października 2016
Decay: the Mare
Zarówno pogoda za oknami jak i sam fakt o zbliżających się
Wszystkich Świętych sprzyja indywidualnym rozmyślaniom o istotach zza światów.
Nawet ja, osoba która zaczyna się bać na sam jedynie wydźwięk słowa „horror”,
przy takiej okazji po horrory sięgam. Zarówno w formie książkowej i filmowej,
ale przede wszystkim growej. Nie ukrywam, że próbowałam grać w kilka horrorów i
stąd wiem, że moimi ulubionymi są te, w których nie da się umrzeć. Takim
horrorem jest Decay: the Mare. Bohater umrzeć co prawda na szczęście nie może,
gorzej jednak ma się sprawa samego gracza. Trzykrotnie w grze stanęło mi serce
i dostałam skurczu żołądka.
13 października 2016
Subject 13
Po Subject 13 sięgnęłam tak naprawdę z prostej przyczyny.
Miała być to gra o tematyce science fiction, czyli takiej jaką lubię
najbardziej. Wszystko się zgadza – produkcja porusza kwestię fizyki kwantowej,
teorii wieloświatów i wielowymiarowości
wszechświata. Miodzio. Jakaż szkoda, że gra nie rozwija w pełni swojego
potencjału i kończy się tam, gdzie powinna zaczynać się rozkręcać.
21 sierpnia 2016
Selma and the Wisp
Selma and the Wisp to
horrorzasta, zręcznościowa platformówka 2D popełniona przez polskich
developerów z Toucan Studio. Jak sami podkreślają inspiracje czerpali z
tytułów takich jak Limbo czy Badland. Wspólnym mianownikiem tychże gier jest z
całą pewnością styl graficzny, w jakim zostały wykonane, ale i czyhająca za
każdym rogiem śmierć.
11 sierpnia 2016
Bear with me
W sierpniu tego roku przygodomaniacy dostali do swych łapek produkt chorwackich producentów z Exordium Games o dwuznacznym tytule „Bear with me”* (Bear jako rzeczownik oznacza w języku angielskim niedźwiedź, jako czasownik – cierpieć, a „bear with me” jako cały zwrot znaczy tyle co… „Proszę o chwilę cierpliwości”)
Twórcy zapowiadali opracowanie epizodycznej gry point and click w stylu noir. I choć nie każdy lubi klimaty noir (ja należę właśnie do tych nielubiących), to grą zachwyciłam się już w momencie pojawienia się samego menu startowego. Menu urzekło mnie (jak cała grafika w grze) swoim czarno-białym przytłaczającym klimatem, ale to co sprawiło, że dosłownie otworzyłam usta zachwytu, była piosenka tytułowa. Śpiewana głosem małej, bezbronnej dziewczynki a jednak wywołała wrażenie, że gra będzie psychotyczna w pozytywnym (dla mnie) słowa tego znaczeniu.
6 sierpnia 2016
Yesterday
Yesterday
ukazało się w pierwszym kwartale 2012 roku. Fani hiszpańskiego studia Pendulo
obawiali się, czy deweloperzy dotąd wydający przygodowe gry komputerowe będące
raczej komediami podołają thrillerowi psychologicznemu. Uprzedzając nieco
resztę recenzji mogę śmiało stwierdzić, że owszem, podołali. Jednakże trzeba
dodać, że nie potrafili się powstrzymać, aby w ów thriller nie tchnąć wielu
przezabawnych dialogów. Bowiem kimże byliby twórcy takich hitów jak Runaway czy
The Next Big Thing bez odrobiny komizmu przelanego do rozgrywki?
Yesterday
to nie tylko tytuł. Yesterday to nazwisko jednego z głównych bohaterów, którego
poczynaniami przyjdzie nam kierować. Jego historia jest niezwykle fascynująca,
ale i zagmatwana. Generalnie prawie do samego końca nie wiemy kim był oraz kim
jest. Powiem więcej, John Yesterday sam tego nie wie.
24 maja 2016
Lilly looking through - recenzja
Lilly Looking Through zachęciła mnie swym podobieństwem do Botaniculi - gry, która odbiega od mojego ulubionego typu przygodówek, jednak mnie oczarowała. I rzeczywiście LLT do Botaniculi podobna jest, jednak jedynie na płaszczyźnie grafiki oraz mechaniki. Może jeszcze fabuła była podobnie "spłaszczona" jak w Botaniculi. Ktoś z Was mógłby zapytać: "A czy w ogóle w LLT jest jakaś fabuła?" Ano, odpowiem że jest.








