sobota, 23 lipca 2016

Bohemian Killing

Bohemian Killing to dzieło polskiego studia o nazwie The Moonwalls. Twórca zaserwował nam inną niż zwykle odsłonę gry przygodowej. Generalnie trudno nawet nazwać ją grą przygodową. Jest to bardziej dramat sądowy, w którym wcielając się w zabójcę, staramy się tak odtworzyć wydarzenia, aby umknąć przed sprawiedliwością (to jest przed gilotyną).





Głównym bohaterem, a zarazem mordercą, o którym już wspominałam, jest Alfred Ethon. Cygan z krwi i kości, który jak sam siebie określa stał się zamożnym i poważanym w kręgach naukowych człowiekiem dzięki swej sumiennej pracy. Nie zaskarbił sobie tym jednak miłości bliźnich. Twierdzi, że 1/3 zamieszkanego przez niego XIX-wiecznego Paryża życzy mu śmierci. Ale nie tylko jego kariera kłuje ludzi w oczy. To, co przede wszystkim im przeszkadza, to fakt, iż jest właśnie Cyganem.

Celem rozgrywki jest wykręcenie się od kary, a więc zeznawanie na swoją korzyść. Nie należy to do rzeczy najprostszych, gdyż odtwarzając swoje poczynania, musimy zważać na wiele faktów, jak na przykład zeznania świadków. Jeśli sąsiad widział cię o godzinie 23:30 zakrwawionego na klatce schodowej, to o tejże godzinie musisz się tam pojawić zakrwawionym (choćby dając sobie spuścić manto), inaczej sędzia zrozumie, że coś kręcisz. A sędziego można (a nawet należy) urobić. Można tak odegrać wydarzenia tej feralnej nocy, kiedy to zabiliśmy ofiarę, że zaskarbimy sobie sympatię sędziego. Ale jeśli zaczniemy kręcić i gubić się w zeznaniach, to stracimy jego zaufanie.




Podczas odtwarzania tychże wydarzeń zbieramy również dowody, które pozwolą nam się oczyścić z zarzutów. Łącznie do znalezienia jest ich 13.

Gra jest nieliniowa i może skończyć się na kilka sposobów. Możemy zeznawać tak, że przyznamy się do zabójstwa, ale i dostać łagodniejszy wymiar kary, jeśli okaże się, że dopuszczając się zbrodni, byliśmy pod wpływem alkoholu. Możemy do końca iść w zaparte, że to nie my jesteśmy zabójcą i zrzucić winę na kogoś innego. Wersji do wyboru jak pisałam mamy kilka. Jeśli chcemy odkryć każde z zakończeń, zabawy wystarczy nam na około 7 godzin. Ale jeśli kogoś usatysfakcjonuje jednorazowe przejście gry, z jednym tylko zakończeniem, to śmiało zrobi to w godzinę.




Bardzo podobało mi się to, że w trakcie rozgrywki wszystko może się zmienić na przykład wtedy, gdy napotykamy nowe dowody. I tak sędzia może powołać na przykład nowego świadka, a nasze przesłuchanie może rozciągnąć się na 3 dni rozdzielone przebywaniem za kratami. Dobrze skrojony był również sam charakter Alfreda. Jego rozmowy z sędzią były niezwykle wyrafinowane i choć jego jako protagonisty nie polubiłam, a wręcz za każdym razem chciałam wpakować go pod gilotynę, to dialogi napisane dla niego zostały naprawdę doskonale.

O samej mechanice gry nie ma potrzeby się rozpisywać, gdyż używamy jedynie trzech klawiszy oraz lewego przycisku myszy do interakcji z przedmiotami. Pod klawiszami znajduje się m.in.: dostęp do zegarka (musimy wiedzieć kiedy co odtworzyć, aby pokrywało się to z zeznaniami świadków), dostęp do dowodów (w samej rozgrywce raczej niepotrzebne, pełnią jedynie rolę wzbogacającą dla gry) oraz dostęp do ciągu zdarzeń. Nie spotkamy tu żadnych zagadek logicznych, przedmiotowych, nie ma też ekwipunku. Wszystkie wydarzenia obserwujemy też z perspektywy pierwszej osoby.




Największe chyba zalety gry to dopracowanie tła historycznego XIX-wiecznej Francji oraz realność rozprawy sądowej, w której przyjdzie nam uczestniczyć. Ale nic dziwnego, gdyż twórca gry może się pochwalić wykształceniem prawniczym. Jeszcze większą zaletą są same lokacje. Pieczołowicie i ze starannością narysowane tła oraz budynki świetnie komponowały się z równie chwytliwą, posiadającą cygańskie nuty muzyką. Jedynie postaci były nieco kulawo rozrysowane na tle tych wszystkich ładnych lokacji, ale nie na tyle kulawo, żeby zabrać radość z rozgrywki.

Gdy pierwszy raz dowiedziałam się, o czym ma być Bohemian Killing, od razu skapitulowałam, myśląc, że gra będzie nudna i bez polotu. Myliłam się jednak. Dobrze zrobiona historia wzbogacona naprawdę miłą dla oka grafiką i takąż samą, miłą dla ucha muzyką może być sobie nawet dramatem sądowym i nic jej w tym nie zaszkodzi. Niemniej szkoda tylko, że gra miała ciut mało lokacji. Mogła być też nieco bardziej zagmatwana. Cała historia mogła być dłuższa, gdyż pod obecną postacią nie stanowi zbytniego wyzwania dla gracza. Myślę jednak, że warto w grę zagrać i przekonać się, że i sprawy sądowe mogą być zaskakująco zajmujące.




+ piękne paryskie lokacje
+ kilka zakończeń
+ fabuła potrafi zaskoczyć

- nijaki protagonista
- ciut za prosta
- za krótka i nie ciągnie gracza aby przechodził grę ponownie innymi ścieżkami

6/10