czwartek, 24 listopada 2016

Silence: The Whispered World 2

Skończywszy grać w Silence, zadałam sobie pytanie: czy te cholerne gry muszą być tak wzruszające? Dotąd miałam wrażenie, że społeczeństwo, jak i świat w ogólnym zarysie, pokrywa rozrastająca się wciąż znieczulica i pragnienie nieskomplikowanej i koniecznie jak najmniej emocjonalnej rozrywki. Oh! Jakże się myliłam! Już pierwsza część The Whispered World zostawiła mnie odrętwiałą w fotelu, ale to, co tym razem zaserwowało Daedalic Entertainment… To jest w stanie poruszyć nawet największego twardziela.



Szepczący Świat

7 lat temu, kiedy światło dzienne ujrzała przygodówka The Whispered World, po raz pierwszy spotkaliśmy się z krainą Silence. Kraina ta obfitowała w smutek, gdyż była czymś pomiędzy życiem a śmiercią. Innymi słowy był to stan zawieszenia, w którym znajdował się mały chłopiec (Noah) leżący w śpiączce. W świecie tym przybrał alter ego smutnego clowna – Sadwicka. Tym razem Noah powraca do krainy Silence, lecz już nie sam. Towarzyszy mu młodsza siostrzyczka Renie.

Historia, która rozegrała się w części pierwszej, niezbędna jest, aby zrozumieć grę Silence. Jednak nie trzeba koniecznie przechodzić części pierwszej, by ją poznać – w Silence już na samym początku Noah wyjaśnia najważniejsze kwestie tego osobliwego świata.


Dwoje dzieci, szczypta wojny i garść czyhającego zagrożenia – przepis na potok łez


Historia ukazana w Silence ma miejsce w kilka lat po tym, jak Noah wybudził się ze śpiączki. Nie ma chłopak szczęścia, bo tym razem nad jego głową słychać przerażające odgłosy bombowców – na świecie trwa wojna. W ostatniej chwili przed nalotem artyleryjskim, rodzeństwu udaje się ukryć w bunkrze. Gdy jednak kurz po bitwie opada, Noah spostrzega, że Renie zaginęła. Nie jest to jednak najgorsze spostrzeżenie. W chwilę później chłopak orientuje się, że znów znalazł się w krainie Silence. Gracz już wie, co wobec tego stało się w prawdziwym świecie… I tak zaczyna się emocjonalna huśtawka. Do takich gier powinno się dodawać w gratisie leki uspakajające!


silence2
Silence jest nie tylko piękne, jest też przerażające

Z wojny w wojnę

W krainie Silence także nie dzieje się dobrze. Okazuje się, że i tu toczy się wojna. Wojna pomiędzy Fałszywą Królową i Rebeliantami. Żeby nie było za łatwo, Fałszywa Królowa dysponuje armią obrzydliwych potworów – Poszukiwaczy, którzy częściowo przypominają Obcych Ridleya Scotta.

Gdy Noah orientuje się, że wraz z Renie trafił do Silence, zamierza jak najprędzej się z niego wydostać. Jak się niestety okaże, tym razem nie ma on zbyt wiele do powiedzenia, a wojna wewnątrz krainy utrudnia dodatkowo plan ewakuacji. Dobrze tylko, że mała Renie obdarzona jest czymś, co sprawia, że Poszukiwacze jej nie dostrzegają i tym samym jej nie zagrażają. Renie ma z resztą jeszcze jedną tajemnicę… By ją odkryć – trzeba w Silence zagrać samemu.

Poszukiwacz - ślepa marionetka Fałszywej Królowej
Poszukiwacz – ślepa marionetka Fałszywej Królowej

Akapit z dedykacją dla Spota

Pamiętacie Spota? Tę zieloną zmiennokształtną gąsienicę? Któż jej nie pokochał? Dobra informacja jest taka, że w Silence Spota jest bardzo dużo. Jeszcze lepsza informacja jest taka, że na kilku planszach Spot jest jedyną grywalną postacią. A najlepsza informacja jest taka, że Spot jest jeszcze bardziej przytulaśny niż kiedykolwiek! A odgłosy, które wydaje, sprawiają, że ma szczęście, że jest nierealny, bo jakby był realny to zadusiłabym go w uściskach miłości. Spot jest tak cudowny, że mogłabym nim przechodzić całą grę. Spotoholicy – łączmy się!

No jak nie kochać Spota?
No jak nie kochać Spota?

Nowa technologia ratunkiem dla przygodówek

Do niedawna przygodówka point’n’click, taka jak The Whispered World, była ponętnym kąskiem jedynie wtedy, gdy powalała fabułą. Nie ma co ukrywać, że w świecie graczy prym wiedzie akcja i walory graficzne. Klasyczne przygodówki schodziły więc na dalszy plan, a ich twórcy stali przed nie lada wyzwaniem, chcąc sprawić, by ich produkcja czymś się wyróżniała.

Dziś, dzięki nowoczesnej technologii, przygodówki przeżywają swój renesans. Raz – że za sprawą grafiki gry przygodowe naprawdę zachwycają, a dwa – że za sprawą równie dopracowanych cut-scenek nabierają dynamiki, którą dotąd nie dysponowały. W Silence: The Whispered World 2 na brak akcji narzekać nie można, a i oko jest czym nacieszyć. A jak ktoś ma dwoje oczu, to można nacieszyć nawet oczy.

Niestety idąc z duchem czasu, przygodówki z jednej strony zyskują, ale z innej tracą. Tracą przede wszystkim na trudności. Zagadki w nowej odsłonie są bezsprzecznie prostsze. Niektórzy będą na to narzekać, ja jednak swój brak narzekań uargumentuję tak: czy naprawdę tak miło jest utknąć w grze na dwa dni, nie wiedząc, co dalej należy zrobić? Ja nie wspominam takich momentów dobrze. Kradło mi to całą radość z gry. Ponadto, jeśli przygodówka jest prostsza, to jest szansa, że sięgnie po nią więcej graczy, a nie sami przygodówkowi weterani. A to zawsze większa szansa, że takich gier będzie więcej w produkcji.

silence5
Uciekaj Spot, bo ten przebrzydły stwór cię zeżre!

Powiew świeżości

Silence to wciąż przygodówka point’n’click, jednak zaopatrzona w ruchome tła 2,5D. Dzięki temu zabiegowi lokacje nie są nudne. Zawsze miło jest widzieć, że twórcy dopieszczają plansze i gdzieniegdzie prószy śnieg, a gdzie indziej w oknie powiewa zasłona. Takie zbiegi cieszą. Poza tym, prócz klikania i wskazywania, od czasu do czasu także coś przesuniemy, a także pobalansujemy myszką, aby na przykład nie spaść w przepaść.

W grę – celem większego zaangażowania gracza – wkomponowano także możliwość wyboru kwestii dialogowych. Nie mają one co prawda wpływu na rozwój fabuły, ale sprawiają, że grając możemy bardziej utożsamić się z bohaterem. A pisząc już o bohaterach – mamy trzy grywalne postaci: Noah, Renie i (jakżeby inaczej) Spota. Niekiedy gra się nimi odrębnie, a niekiedy na zasadzie współpracy. W trakcie gry spotkamy też starych znajomych: Shanę, Janusa, a przede wszystkim Yngo i Ralva – zwariowane rodzeństwo kamieni oraz pełno Miodokleszczy i Pierdzikuli, przedziwnych stworzeń i strasznych potworów. Jednym słowem: wszystko to, co w krainie pomiędzy życiem a śmiercią znaleźć się powinno.

Baśniowe tła i wzruszająca historia osieroconego rodzeństwa oderwie nas od rzeczywistości i długo nie pozwoli o sobie zapomnieć. À propos zapominania – zapomnijcie też o szczęśliwym zakończeniu. Są bowiem dwa (do wyboru), a jedno smutniejsze jest od drugiego.

Ale to dobrze, bo moim zdaniem, szczęśliwe zakończenie odebrałoby grze cały charakter. A kto zna produkcje Daedalic Entertainment, ten wie, że studio nie boi się podejmować trudnych i dojrzałych tematów.

+ piękne tła
+ wzruszająca historia
+ innowacyjność jak na przygodówkę
+ Spot
+ Spot
+ ... Spot!

- mniej śmieszna niż poprzedniczka
- smutne zakończenia (ale nie jest to koniecznie minus)

7/10