Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FPP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FPP. Pokaż wszystkie posty

1 lipca 2017

Get Even

Sądzi się, że zapominanie jest naturalnym mechanizmem obronnym mózgu, powstrzymującym człowieka od rozmyślań nad przeszłością i ciągłym przeżywaniem na nowo traumatycznych wydarzeń z przeszłości. – cytat z gry.

Najnowsza gra naszego rodzimego studia The Farm 51 pod tytułem Get Even pozwoliła mi nareszcie zanurzyć się w jednej produkcji na dobre. Mimo wszelkich zarzutów poczynionych pod jej adresem, będę broniła Get Even właśnie między innymi dlatego, że zdołał przekonać mnie do siebie na tyle, iż przeszłam go w całości, dobijając jedenastu godzin na liczniku. A przecież o to w gamedevie chodzi: żeby tworzyć gry, które wessą nas w swój świat i sprawią, że będziemy chcieli jeszcze. Jest to niezwykle trudne w zalewie dzisiejszej gamingowej tandety.  

15 czerwca 2017

What Remains of Edith Finch


Są takie gry, do których opisywania nie potrafię się zabrać. Wszystko to stad, że moje emocje są rozchwiane i nie potrafię ich dobrze ubrać w słowa. Poza tymi oczywistymi emocjami, które pozostawiła po mnie gra (jak nostalgia, smutek i myśli egzystencjalne), jest we mnie również złość. Ogromna złość, że takie gry nie są szerzej reklamowane. Przygoda, która w najmniejszym stopniu nie odstępuje takim tytułom jak Zaginięcie Ethana Cartera (bo nastrojem obie produkcje są do siebie najbardziej zbliżone) nie została przeze mnie zauważona ani prze premierą, ani w jej dniu, ani nawet na miesiąc po niej. Można by to zrzucić na karb małego studia producenckiego Giant Sparrow, które jak dotąd ma na swoim koncie jedynie dwa tytuły (łącznie z What Remains…). Można by się też doczepić, że grę przejdziemy w 2-4 godziny (w zależności czy jesteśmy typem wszędobylskiego lub gnającego przed siebie gracza). Niemniej życzę wszystkim graczom, którzy cenią sobie w rozgrywce coś więcej niż rozrywkę i odskocznie od dnia codziennego, aby zapoznali się z tytułem. Nie pożałujecie.

15 marca 2017

Deus Ex Mankind Divided

Minęły równo 3 miesiące od momentu gdy ukończyłam granie w Human Revolution. Poprzednik wstrząsnął mną do granic możliwości. Zaczarowała mnie ta futurystyczna fabuła, poczucie osaczającego zagrożenia, ciekawi NPCe i generalnie okrzyknęłam tę grę jako jedną z moich „najulubieńszych”. Mankind Divided, choć nie jest grą kiepską, to jednak nie zasługuje na ocenę na poziomie swojej poprzedniczki. Tytuł wart jest zapoznania się, jednak tym razem w fotel nie wgniata. Ot graficzna uczta dla oczu, ciekawa, fabularna kontynuacja augmentowanego świata, fajna mechanika no i przede wszystkim dobra rozrywka. O ile jednak mam chęć wrócić do Human Revolution, to Mankind Divided nie przejdę po raz drugi już na pewno.


6 stycznia 2017

Zaginięcie Ethana Cartera (redux)

Co jest takiego fenomenalnego w tej grze, że jedni pieją z zachwytu, a inni unoszą jedynie oczy do góry i mamroczą coś w stylu „jakbym chciał popatrzeć na widoczki, to poszedłbym do lasu”? No właśnie, czy jakiś tytuł (prócz Minecrafta) może budzić tak skrajne emocje? Jak widać może i zdaje się, że chyba wiem dlaczego…


22 grudnia 2016

Deus Ex: Human Revolution

Gra, którą tu recenzuję jest zaprawdę czymś wyjątkowym. Gry takie jak ta sprawiają, że zadaję sobie pytanie „dlaczego dopiero teraz?” No właśnie – dlaczego tak długo zwlekałam z Deus Ex? A no dlatego, że w mojej „karierze” gracza długo z podium nie schodził Call of Duty i wszystkie inne gry akcji wydawały mi się głupimi strzelankami. O jakże się myliłam. Deus Ex: Human Revolution to jedna z najbardziej rozbudowanych fabularnie gier. To nie tylko gra akcji, ale i sprytnie wpasowany RPG. A w dodatku, niesie w sobie filozoficzny przekaz.


18 grudnia 2016

Layers of fear + Inheritance


Horrorów w branży growej jest już cała masa i z roku na rok przybywa ich w szalonym tempie. Mam jednak nieodparte wrażenie, że wiele z nich tworzone jest na identycznych zasadach. Mechanika to wyłącznie błądzenie po ciemnych korytarzach z wyczerpującą się latarką, a straszenie gracza ogranicza się do zabiegów nazywanych w gamingowym żargonie jump scare. Dlatego tak rozpaczliwe szukam w horrorach czegoś innego, jakiegoś powiewu świeżości. Moim wymaganiom sprostała produkcja Layers of Fear. Gra krakowskiego studia Bloober Team to nie tylko powiew świeżości, ale także podmuch szaleństwa. 



6 sierpnia 2016

The Assembly

Czym jest Assembly łatwo odgadnąć już na pierwszy rzut oka. Gra stworzona przez brytyjskie studio nDreams specjalizujące się w tworzeniu produkcji pod gogle VR jest kolejną z serii „wirtualnych spacerów”. Gry tego typu mają zarówno wielu zwolenników jak i zagorzałych przeciwników. Mówi się, że owe produkcje nie są grami, a interaktywnymi filmami. Po części jestem skłonna się z tym zgodzić. Jednak Assembly czym by nie było, od miana „interaktywnego filmu” ratuje się rozmaitością zagadek i łamigłówek. I choć nie są one specjalnie wysokiego poziomu, to zapewniają zabawę na około 6 godzin.

23 lipca 2016

Bohemian Killing

Bohemian Killing to dzieło polskiego studia o nazwie The Moonwalls. Twórca zaserwował nam inną niż zwykle odsłonę gry przygodowej. Generalnie trudno nawet nazwać ją grą przygodową. Jest to bardziej dramat sądowy, w którym wcielając się w zabójcę, staramy się tak odtworzyć wydarzenia, aby umknąć przed sprawiedliwością (to jest przed gilotyną).




The Eyes of Ara

Jeśli ktoś z Was od długiego czasu narzekał na gry, w których nie trzeba myśleć, na gry, które „przechodzą się same”, na gry, które nie stanowią żadnego wyzwania i na gry, które są za krótkie, niech koniecznie sięgnie po The Eyes of Ara. Od dawien dawna nie spotkałam się z tak mentalnie wymagającą grą, która pochłonęła mnie na ponad 10 godzin nie byle jakiego główkowania. Ale do tychże zagadek, będących niezaprzeczalnie największą zaletą gry, wrócimy za chwilę.

The Eyes of Ara zaczyna się, gdy jako główny acz bliżej nam nie znany bohater, przybijamy łódką do brzegów tajemniczego zamczyska, od dawna już przed nikogo niezamieszkałego. Gracz może z początku obawiać się, że będzie to rozgrywka z serii „przechodzonych”, jednak nic z tych rzeczy. I pomimo że na początku pływamy łódeczką, później chodzimy sobie wokół zamku, to już gdy do tegoż zamczyska wchodzimy, zaczyna się przed nami typowa point and clickowa zabawa.

10 czerwca 2016

Sherlock Holmes: The Devil's Daughter

My: fani, zwolennicy i obsesyjnie miłujący (to o mnie) postać Sherlocka Holmesa czekaliśmy na kolejną odsłonę gier sygnowanych jego nazwiskiem dwa żałośnie długie lata. I oto jest - Sherlock Holmes: The Devil's Daughter.

Najczęściej zadawanym pytaniem odnośnie gry było: jak bardzo inna będzie ta gra od Testamentu Sherlocka Holmesa czy Zbrodni i Kary? Odpowiedź brzmi: nie bardzo. Nie poczytuję tego jednak jako wadę, bowiem gra została od czasów „Zbrodni i Kary” mocno rozbudowana. Niestety dla fanów klasycznych przygodówek, rozbudowanie to oznacza elemeny rozgrywki takie jak czasówki czy zręcznościówki. Wszelkie te „dobrodziejstwa” można co ciekawe, pominąć. Tak samo jak elementy logiczne. Przyjdzie nam więc zmierzyć się z rozwiązywaniem zagadek typowych dla point and clicków, ale też rozegramy bijatykę, czeka nas strzelanina, będziemy skradać się czy też balansować na linie. I podkreślę raz jeszcze: wszystko to można pominąć magicznym klawiszem spacja. Czy jest to dobre rozwiązanie? Nie mnie oceniać. Ilu graczy, tyle opinii. W każdym razie osoby, które wolą skupić się na samej fabule i nie chcą na wiele godzin utknąć przy zadaniu logicznym, będą zadowolone. Sprawę trzeba też postawić jasno: gra znów jest prosta. Daje satysfakcję, jednak dla miłośników myślenia „aż czacha dymi” Devil’s Daughter może być rozczarowujące. Jedno jest pewne: czasy Holmesa jako typowej gry point and click przeminęły bezpowrotnie.


24 maja 2016

Firewatch - recenzja

Firewatch to kolejna przygodówka z serii „chodzonych”. Jak widać, forma ta zdobywa coraz szersze rzesze zwolenników, toteż gry takie nieustannie powstają. Co jakiś czas dostajemy w swoje ręce istne perełki, z mistrzowską fabułą, mistrzowską grafiką i generalnie niektóre gry nie pozwalają nam na oderwanie od nich wzroku. Firewatch niestety do takowych nie należy. Owszem, jest historia, ale na kolana nie rzuca. Jest też nieco bajkowa, innowacyjna grafika, ale kopara nie opada. A do tego wpasowana we wszystko muzyka. Nie najgorsza, ale i w pamięć nie zapadnie, jak sama gra. 

Everybody's gone to the rapture - recenzja



Świat istniał na długo przed nami i będzie istniał jeszcze przez długi czas, bez nas. - Dr. Katherine (Kate) Collins – EGTTR.

„Everybody's Gone to the Rapture" czyli w wolnym tłumaczeniu „Wszyscy dostąpili wniebowzięcia” to gra wyjątkowa. Tę grę się albo kocha, albo nienawidzi. Ja należę do tych pierwszych.

Twórcy podczas tworzenia fabuły posiłkowali się takimi książkami jak „Śmierć trawy” Johna Christophera czy „Dniem Tryfidów” Johna Wyndhama. Obie te powieści należą do postapokaliptycznego nurtu science fiction z przełomu lat 60. i 70. Obie te powieści łączy istota obcych, którzy starają się zniszczyć ludzi czy to za pomocą wirusa, czy za pomocą oślepiania szerokich mas ludzkich.