sobota, 4 lutego 2017

To The Moon

Jak to jest, że gra która ma 76 megabajty bije na głowę inne olbrzymie pozycje? Wszystko to za sprawą wyjątkowej, niecodziennej historii oraz wzruszającego soundtracku. To The Moon to przygodówka zaskakująca zarówno pod kątem mechaniki jak i rozwiązań fabularnych. Najbardziej zaskakujące było jednak to, że ta eksperymentalna gra zaczarowała mnie mimo wykonania w stylu izometrycznego 2D, które kojarzy mi się z japońskimi produkcjami typu Harvest Moon. Te 6-letnie już dzieło łamie popularne stwierdzenie, że w grach jedną z najważniejszych rzeczy jest powalająca i realistyczna grafika. W To The Moon jej nie ma. Twórcy z Freebird Games stworzyli dzieło niszowe i niezależne. Produkcja odniosła jednak tak wielki sukces, że w bieżącym roku pojawić się ma kolejna gra o przygodach niezłomnych naukowców pozwalających na spełnianie marzeń osobom znajdującym się na łożu śmierci.



Mogę spełnić twoje marzenie, ale tylko jeśli jesteś już umierający

Gra wrzuca nas w wir historii, która jeszcze długo nie jest oczywista. Dwoje naukowców z Agencji Sigmunda do spraw Generacji Życia pojawia się w domu umierającego starca. John (bo tak na imię ma nasz staruszek) zlecił Agencji Sigmunda zadanie, którym Agencja zajmuje się na co dzień. Jej naukowcy pracują, aby spełnić marzenia śmiertelnie chorych, zanim na dobre opuszczą ziemski padół. Nie są to jednak jakieś pierwsze z brzegu materialne zachcianki. Spełniają oni marzenia nie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Otóż manipulują oni wspomnieniami chorego tak, aby ten myślał, że jego marzenie się ziściło

John pragnie polecieć na księżyc. Dla dwójki naukowców zadanie wydaje się standardową procedurą. Należy wrócić do wspomnień Johna i w odpowiednim momencie je zafałszować, aby ten uwierzył, że wydarzenie takie jak jego lądowanie na księżycu miało miejsce. Nie wszystko pójdzie jednak jak po maśle. Okazuje się, że aby spełnić marzenie staruszka, należy usunąć pewnie ważne wspomnienie. Wspomnienie to dotyczy jego jedynej ukochanej kobiety. Co zrobią sympatyczni naukowcy gdy znajdą się przed tak trudnym wyborem?


Niczym Holmes i Watson

Dr Watts i dr Rosalene są niezaprzeczalnie dwójką bohaterów, którzy nadają grze humorystycznego zabarwienia. To The Moon to w przytłaczającej części dzieło pełne emocji, skłaniające do refleksji nad życiem i jego sensem, a także nad istotą przeznaczenia. Tych dwoje idealnie rozładowuje gęstą często atmosferę. Neil i Eva są niczym stare dobre małżeństwo. Ciągle ironizują na swój temat i wzajemnie sobie dokuczają. Nie tylko ich postaci są stylizowane na komiczne. W grze miejsce ma wiele śmiesznych sytuacji na przykład przewijający się motyw smrodliwej padliny wiewiórki, którą Neil potrącił na samym początku gry. Paradoksalnie wiewiórka (a raczej smrodek jej truchła) odegra w grze sporą rolę. Prócz zabawnych sytuacji, niejednokrotnie rozgrywka przybierze charakter bardziej psychodeliczny (jak piwnica pełna czegoś co sprawiło, że poczułam się dość niekomfortowo). 

Grzebanie w przeszłości

Aby osiągnąć sukces i sprawić, by John myślał iż jego marzenie o księżycu spełniło się w trakcie jego życia, Watts i Rosalene muszą w pierwszej kolejności dostać się do dzieciństwa Johnny’ego. Zaczynają więc od ostatniego dostępnego wspomnienia i znajdując ogniwa pamięci nieustannie cofają się jeszcze bardziej w przeszłość. Ogniwa pamięci umieszczone są zarówno w przedmiotach porozsiewanych po kolejnych lokacjach jak i w wydarzeniach rozgrywających się w każdym kolejnym wspomnieniu. Kiedy już naukowcy dostają się do najwcześniejszego wspomnienia Johna coś staje im na przeszkodzie. Muszą podjąć decyzję, która może zniszczyć większość pięknych wspomnień ich klienta. Wszystko sprowadza się do tego, że grając w To The Moon zdajemy sobie sprawę, że naszemu ludzkiemu życiu nieustannie towarzyszą pozornie nieistotne drobne elementy, razem mające jednak ogromne znaczenie. Wszystkie nasze decyzje mogą obrócić nasze życie do góry nogami. Watts i Rosalene staną przed wyborem co jest ważniejsze w życiu Johnny’go: miłość czy marzenia. 

Gra zabierze nas w jedynie czterogodzinną przejażdżkę, którą można porównać do emocjonalnej huśtawki. Przyjrzymy się nie zawsze łatwemu życiu umierającego Johna. Nie wiem co w szczególności czyni, że gra jest tak wyjątkowa. Chyba to, że sprawia iż gracz zaczyna myśleć o tym ile warte jest jedno ludzkie życie. Obserwując Johna od niemal pierwszych dni jego życia i mając świadomość, że obecnie, w każdej minucie może umrzeć, rodzi jakiś dyskomfort. Rodzi także wiele pytań egzystencjalnych. Wszystkie te należące do Johna wspomnienia przez które przechodziliśmy są niczym mgnienie oka i taka jest również historia każdego z nas. Z tą różnicą, że my nie zawsze do końca zdajemy sobie sprawę, że na końcu naszej historii czeka zawsze tylko śmierć

+wymusza pytania o naturę życie i śmierci
+niebanalna historia
+nagradzana, wzruszająca muzyka
- niekiedy przemieszczanie bohaterów po planszach jest kłopotliwe

7/10