piątek, 6 stycznia 2017

Zaginięcie Ethana Cartera (redux)

Co jest takiego fenomenalnego w tej grze, że jedni pieją z zachwytu, a inni unoszą jedynie oczy do góry i mamroczą coś w stylu „jakbym chciał popatrzeć na widoczki, to poszedłbym do lasu”? No właśnie, czy jakiś tytuł (prócz Minecrafta) może budzić tak skrajne emocje? Jak widać może i zdaje się, że chyba wiem dlaczego…



Do trzech razy sztuka

Bez zbędnych ogródek napiszę od razu, że do Ethana podchodziłam trzy razy. Za trzecim „zaskoczyło”. Potem doszukiwałam się powodu, dlaczego gra nie pochłonęła mnie od razu. Powód znalazłam. Gra, mimo że w całości przyjęta przeze mnie bardzo pozytywnie, to jednak ma pewien problem. Nigdzie na starcie nie napisano, jak należy w nią grać. A nie jest to wbrew pozorom takie intuicyjne. Być może to moje czepialstwo, a może to dlatego, że moje IQ z wiekiem spada…?


Ethan sam w Red Creek Walley

Mały chłopiec imieniem Ethan zaginął. My, to jest dzielny i nieco nawiedzony (bo władający nadprzyrodzonymi umiejętnościami) detektyw Paul Prospero dostaliśmy za zadanie odszukać tegoż urwisa. Po drodze odkrywać będziemy tajemnicę rodziny chłopca, a dokładniej mówiąc będziemy próbować odtworzyć chronologię wydarzeń śmierci pięciorga z rodziny. Wszystkie te śmierci mają swój początek z odkryciem przez Ethana ukrytego pokoju w domu starego Vandegraffa. Od tego momentu, jakaś tajemnicza siła pochłania umysły Carterów i pcha ich do nieprzewidywalnych czynów.

Cthulhu

Przemierzając kolejne kilometry malowniczego miasteczka doszukujemy się poszlak i łączymy fakty w całość, ale przy okazji natrafiamy na listy oraz opowiastki młodego Ethana. Z tychże opowiastek jak i z całokształtu historii można w prosty sposób wywnioskować, że pachnie tu (a raczej śmierdzi zważywszy na wygląd potwora) samym lovecraftowskim Cthulhu. Fabuła wyjaśnia nam bowiem, że ową siłą, która przebudziła się za sprawą naruszenia przez Ethana tajemniczego pokoju, jest Uśpiony. W dalszej części gry przyjdzie nam nawet „zajrzeć” pod wodę i ujrzeć potworne macki tejże istoty o imieniu Gnaiiha. Uśpiony, niczym wampir energetyczny żywił się cierpieniem, nieufnością i śmiercią Carterów, ale tego czego pragnął najbardziej, to Ethan. 

Innowacyjna mechanika

Na początku gra informuje nas: „Niniejsza gra jest podróżą bez przewodnika”. A szkoda, bo jakaś mapka, czy chociaż hud w dolnym rogu by się przydał. I tu powrócę do tego, co w grze można było zrobić inaczej. Mamy tu bowiem innowacyjny, aczkolwiek niezbyt intuicyjny system rozwiązywania zagadek. Aby połączyć całą wizję, bądź namierzyć w lokacji jakiś przedmiot, warto najpierw sięgnąć do Internetu aby się z tym systemem zapoznać. Myślę, że wiele nieprzychylnych głosów w kierunku gry ma miejsce właśnie z tego powodu. Można się bowiem pokręcić po grze godzinę i nic tak naprawdę nie odkryć. Tak było w moim przypadku. Kończyło się to odinstalowaniem gry i okropnym grymasem niezadowolonego pięciolatka na twarzy.

Kiedy już znajdziemy wszystkie poszlaki dotyczące jednego z morderstw, ukażą się nam jakby duchy wydarzeń z przeszłości, które musimy jeszcze chronologicznie poskładać. Podoba mi się takie rozwiązanie. Z czymś podobnym mieliśmy do czynienia w Murdered: Soul Suspect. Z resztą nawet i kolorystyka Zaginięcia… w momentach gdy odtwarzamy przeszłość, jest niemal żywcem wyjęta z Murdered. Poczułam się swojsko.

 

Realna „spacerówka”

Zaginięcie Ethana Cartera to pierwszoosobowa przygodówka typu „spacerowego”. To co wyróżnia grę spośród innych „spacerówek” jest to, że tuptać będziemy wśród doskonale odwzorowanych rzeczywistych miejsc, znajdujących się głównie na Dolnym Śląsku. Kiedy w grze dotarłam pod kościół, przeżyłam swoiste déjà vu. Obeszłam go chyba z 5 razy dookoła i stwierdziłam – to musi być Wang! To zainspirowało mnie do dalszych poszukiwań i jak się okazało, ktoś takie poszukiwania przeprowadził już przede mną. Grupa promująca turystykę alternatywną – Łowcy Przygód prześledzili najbardziej popularne miejscówki występujące w grze.


Polonizacja przez duże „Py”

W końcu dostaliśmy też polską wersję godną polskiej produkcji. Głos Paula Prospero mógłby czytać mi bajki na dobranoc do końca życia, a pozostali aktorzy podkładający głos również spisali się na medal. Może prócz jednego, który mówił, jakby miał czkawkę albo ustawiczny atak padaczki. Albo po prostu tak nieudolnie próbował przedstawić głosem swój strach. Nie… to jednak brzmiało bardziej jak padaczka.

 

Będzie też horror

Idąc przez las już na samym początku coś przeleciało mi przed nosem przysparzając palpitacji. Była to jedna z pięciu pułapek, które musimy odkryć na wstępie. Straszniej będzie też pod sam koniec gry, gdy zejdziemy do kopalni. Tam możemy spotkać uwięzioną duszę pewnego górnika. Jest niefajny, przyprawia o zimne poty i polecam unikać. Jeśli nie lubicie swojego życia i prędko chcecie zejść na zawał to polecam taką zabawę mając na głowie hełm VR. A warto dodać, że od połowy roku 2016 w grze dostępna jest taka opcja. 

Zaginiecie Ethana Cartera to nietypowa przygoda, z nietypowymi rozwiązaniami i nietypowym, zaskakującym zakończeniem. Przedstawia gatunek weird fiction z oślizgłym Cthulhu na czele. Nie uświadczymy tu arcytrudnych zagadek, ale nie o zagadki w tej grze chodzi. To, co sprawia, że trzeba zapoznać się z tytułem to innowacyjne rozwiązania, pokręcona fabuła, świetna polska wersja, atmosfera niepewności i strachu no i te widoki – tym bardziej że wyjęte są z rzeczywistości. Zaginięcie… nastroiło mnie przygnębiająco i zrobiło to, co lubię w grach najbardziej – poszerzyło moje horyzonty, przeżyłam coś innego niż do tej pory. A jest to nie lada wyczyn. Niemniej gra nie wyróżnia się niczym szczególnym na stosie innych "spacerówek". No, może tylko stroną graficzną, choć konkurencja jest duża.

7/10

Data premiery: 25.09.2014