środa, 15 marca 2017

Deus Ex Mankind Divided

Minęły równo 3 miesiące od momentu gdy ukończyłam granie w Human Revolution. Ten poprzedni Deus Ex wstrząsnął mną do granic możliwości. Zaczarowała mnie ta futurystyczna fabuła, poczucie osaczającego zagrożenia, ciekawi NPCe i generalnie okrzyknęłam tę grę jako jedną z moich „najulubieńszych”. Mankind Divided, choć nie jest grą kiepską, to jednak nie zasługuje na ocenę na poziomie swojej poprzedniczki. Tytuł wart jest zapoznania się, jednak tym razem w fotel nie wgniata. Ot graficzna uczta dla oczu, ciekawa, fabularna kontynuacja augmentowanego świata, fajna mechanika no i przede wszystkim dobra rozrywka. O ile jednak mam chęć wrócić do Human Revolution, to Mankind Divided nie przejdę po raz drugi już na pewno.




Deus Ex Machina

Ilu z Was grało w Deusa nie zastanawiając się nad znaczeniem samego tytułu? Ma to niebagatelne znaczenie. Deus Ex, czyli skrót od Deus Ex Machina to w dosłownym tłumaczeniu „bóg z maszyny”. Postać taka figurowała w greckim dramacie jako bóg gwałtownie rozwiązujący akcję, aby sztuka nie trwała zbyt długo. Maszyną w sztuce było urządzenie mechaniczne, które opuszczało aktora grającego boga na scenę. W dzisiejszym języku potocznym Deus Ex Machina oznacza wszystkie nagłe zmiany sytuacji, niedające się logicznie wyjaśnić w kategoriach rozwoju wydarzeń. Można by wobec tego przyjąć, że naszym bogiem jest tu nikt inny jak główny bohater - Adam Jensen, który w raczej mało pokojowy sposób rozwiązuje problemy swojego chaotycznego świata.

Augmentacja

Jeśli już bawić się w zagadnienia językowe to myślę, że warto zająć się także słowem, które mi osobiście bardzo się spodobało: augmentowany. Jak wiemy, ludzie w Deusie są już od jakiegoś czasu ulepszani mechanicznymi częściami. Tak zwani augmentowani (pejoratywnie mówiąc: okablowani) nie są wyposażeni jedynie w mechaniczne kończyny. Ulepszeń w tej materii nie ma końca. Wszczepy domózgowe, sterujące wieloma zadaniami sprawiają, że ta nieokablowana, wciąż dziewicza część ludzkości boi się Druciarzy i widzi w nich zagrożenie. O ile w poprzedniej odsłonie Deusa walki zostały rozpoczęte właśnie przez tę naturalną jeszcze część społeczeństwa, to w niniejszej odsłonie agresorem jest augmentowana część populacji. Nie są to jednak zwykli obywatele, a terroryści, którzy stwierdzili, że jeśli nie wezmą spraw w swoje ręce, to nikt inny nie zadba o ich interesy. Wracając do głównej myśli: augmentowany nie znaczy dosłownie ulepszony (choć tak podpowiada nam logika). WXVI wiecznej Polsce augmentowany znaczył: zwielokrotniony, uczyniony liczniejszym. Seria Deus Ex jest jedną z moich ulubionych właśnie za takie leksykalne, a zarazem filozoficzne zapędy.


Adam Jensen – antyterrorysta Interpolu

Adam (imię zapewne też nie z przypadku bo Adam oznacza pierwszego człowieka) ma niełatwe życie. Nie ma przy sobie chyba nikogo, komu mógłby zaufać. Zewsząd narastają konspiracje i jedyne czego jest pewien, to samego siebie (do momentu, aż jego wszczepy nie zawiodą). Ledwo skończył utarczki z Purystami, na horyzoncie pojawiło się nowe zagrożenie – okablowani terroryści, chcący przejąć władze na świecie. Dwa lata temu przedstawiciele augmentowanych zostali zdalnie zmanipulowani, a w efekcie zaczęli atakować ludzi niewyposażonych we wszczepy. Nienawiść miedzy tymi dwoma (z braku lepszego słowa) frakcjami nasiliła się do tego stopnia, że okablowani stali się społecznymi wyrzutkami. Ugrupowanie terrorystyczne ARC zamierza więc samodzielnie wymierzyć sprawiedliwość. Pomiędzy tym wszystkim znajdzie się Jensen, który musi „wdżensenić się” (cytat za bohaterem) w towarzystwo i je rozpracować. Niemal standardowo już podczas rozpracowywania tej kwestii stanie przed trudnym wyborem czy ufać swojemu nowemu szefowi Millerowi. To już chyba tradycja, że Jensen dostaje szefa, który wydaje się być zamoczonym w brudnych interesach.

Praga A.D. 2029

Praga jest pięknym miastem. Chyba nawet najpiękniejszą stolicą miast europejskich. Jest ona właściwie bohaterką Mankind Divided, bo to po jej ulicach będziemy biegać najczęściej i na jej ulicach rozwiązywać będziemy liczne konflikty. Do użytku zostaną oddane nam jednak tylko brudne suburbia tego miasta, więc można zapomnieć o przechadzaniu się Mostem Karola. Można go będzie jednak zobaczyć udając się do pewnych miejsc i podziwiać cały krajobraz nad Wełtawą. Będzie to piękny obraz, zwłaszcza kiedy nad Pragą nastanie noc. Niestety czeska stolica nie ma tego uroku, jaki miała chińska Hengsha w Human Revolution. Nie ma tu poczucia zagrożenia i wyobcowania. Chyba atmosfera spłonęła trawiona płomieniami czeskiego języka mówionego w grze. No bo jak można się bać, kiedy słyszymy Češtinę? Hmm? Mimo, że czeski minimalizuje ciężką atmosferę gry, to z drugiej strony jest przemiłym akcentem dla naszego, słowiańskiego ucha. No i dodatkowo będąc na stacji kolejowej można zachwycić się rozpiską przyjazdów i odjazdów, gdy tylko zauważymy na niej takie miasta jak Katowice.


Trochę tego, trochę tamtego

Tak… Mankind Divided jest zróżnicowane. Co to znaczy? Najprościej mówiąc: misje są różne. Nawet te poboczne nie trącą schematycznością. Gra nie straciła ze swojej „erpegowatości” chyba niczego poza mniejszą ilością znjdziek. Wciąż włamujemy się do komputerów, do domów, do garaży, hakujemy, czytamy e-maile, rozmawiamy i manipulujemy NPCami. Z nowości dojdzie nam prowadzenie rozmów poprzez komunikatory podszywając się pod inne osoby. Do obrabowania dostaniemy też bagażniki aut. Najlepszym kąskiem są tu wozy policyjne, które jednak mają alarm. Stąd tez polecam wyposażyć się we wszczep pozwalający na zdalne rozbrajanie alarmów, uczynienie się niewidzialnym i pod taką postacią rabowanie policyjnych bagażników tuż pod nosem niebieskich panów.

Gra miejscami budziła moje skojarzenie z innymi tytułami. Kiedy badaliśmy zabójstwo uderzało mnie podobieństwo do Murdered: Soul Suspect. Kiedy włamaliśmy się do archiwum rozmów internetowych Millera nasunęła się myśl o Quantum Break (chyba głównie poprzez te bryły w rozgrywce), a także włamanie do archiwum mówiącym nam o historii Quarian i Gethow w Mass Effect 3. Nie było to niczym złym. Wiadomo, że przy dzisiejszym zatrzęsieniu gier, skojarzeń nie unikniemy. To co chcę podkreślić to fakt, że Mankind Divided można wiele zarzucić, ale na pewno nie schematyczność. Do rozwiązań prowadzi wiele ścieżek, wiele możliwości dojścia do celów. Zarówno pokojowe, jak i te bojowe. Prawdziwą przyjemnością jest przemierzanie chronionych budynków ich siecią wentylacyjną, bezgłośne eliminowanie ochroniarzy oraz hakowanie komputerów celem wyłączenia kamer oraz wieżyczek strzelniczych.

2 razy na tak, 1 raz na nie

Chociaż jak już pisałam, gra w istocie jest godna polecenia, to pojawiło się kilka rzeczy grających mi na nerwach. Znów, tak jak poprzednio poziom łatwy jest za trudny (i mam odwagę się do tego przyznać). Gracz niedzielny będzie nie raz sfrustrowany tym pseudołatwym poziomem. Ponownie na początku gry narzekać będziemy na za mały zapas amunicji (co w połowie rozgrywki na szczęście się zmienia). Kolejna denerwująca rzecz: po ulicach Pragi patroluje zatrważająca ilość podejrzliwych policjantów. Więc często, gdy zaczynałam biec, uznawali że należy mnie zastrzelić. (Skąd ten pomysł?) To drażniło bardzo i wydłużało grę, bo trzeba było się schować i poczekać, aż zgubią trop. Te gubienie tropu było z kolei fajne, gdy do czynienia mieliśmy z prawdziwymi przeciwnikami. Wystarczyło się gdzieś zaszyć (nie żeby było to znów bardzo proste) i obserwować jak licznik odmierza czas do zakończenia poszukiwań. Nie podobała mi się także walka z ostatnim bossem (a raczej pół godziny chowania się w kanałach wentylacyjnych). Nie podobał mi się także Cliffhanger w filmiku, który znajdziemy z połowie creditsów.

Podobała mi się jednak ostatnia decyzja do podjęcia (choć był trudny i niewiele zmieniał w ostatecznym rozrachunku). Świetny był także kompleks Utulek, czyli getto dla okablowanych, które trąciło nieco Hengshą i przez to budziło fajne wspomnienia. Na oklaski zasługują też nowe, tzw. eksperymentalne wszczepy Adama, których poprzednio nie było. Producenci wprowadzili także niezłe rozwiązanie na ładowanie map między lokacjami. Po Pradze poruszamy się bowiem dzięki liniom metra. Tak więc wsiadając do przedziału jako okno ładowania oglądamy sobie filmik z podróży Adama i innych okablowanych. Takie podejście do tematu dopracowania produkcji lubię.


Trzyma poziom, choć szczenna nie opada

O Deusie mogłabym mówić i pisać w nieskończoność. To gra legenda chociaż jak uważam ja i wielu innych, odsłona z roku 2016 czterech liter nie urywa. Niemniej zawsze jest trudno dorównać twórcom jakością do swojej poprzedniej części, zwłaszcza jeżeli zebrała ona świetne głosy. Deus Ex to nie tylko strzelanka/skradanka (wybór należy do Ciebie), ale i gra poruszająca poważne tematy, jak na przykład: dokąd zmierza nauka mająca na celu ulepszanie ludzkich ciał? Temat wydaje się nam, zwykłym zjadaczom chleba odległy. Jednak wystarczy krótki reaserch w Google i zaczynamy zastanawiać się, czy augmentacja z Deus Ex to kwestia dekad czy jednak tylko lat. I co te praktyki za sobą pociągną? Oby czarny scenariusz z Deus Ex nie nastał, choć z lekkim niepokojem śmiem twierdzić, że nic nie zatrzyma już ludzkości na ścieżce dążenia do ulepszania ludzi i czynienia ich (a przynajmniej wybrańców) nieśmiertelnymi.

Z tytułu tego wyniosłam pewną naukę:
Gry z otwartymi światami są złe, bo… uzależniają.

+ tematyka
+ grafika (choć słabej optymalizacji)
+ satysfakcjonująca długość gry (20-30h)
+ ulepszone celowanie względem Human Revolution
+ duży, otwarty świat czeskiej Pragi

- poziom (nie)łatwy
- przewrażliwieni policjanci
- nie zawsze ciekawi bohaterowie poboczni

8/10