sobota, 9 lipca 2016

Dracula 1 - 5 (1999-2013)

Pierwsza część gier przygodowych o Draculi powstała w roku 1999. I nauczyła mnie, żeby nie tykać (nawet kołkiem osinowym) żadnych gier wyprodukowanych przed 2008. Pomimo, że ów pierwszy jak i drugi Dracula odznaczają się niezapomnianym wręcz klimatem, nic nie wymaże z mojej pamięci tych rozlanych pikseli tworzących kolorowe plamy wielkości 5 cm na 5 cm. Na sama myśl o tym, znów bolą mnie oczy. Odradzam granie na wszystkim powyżej 21 cali.

Dracula 1 Zmartwychwstanie

Zarówno część pierwsza Dracula Zmartwychwstanie, jak i rok młodsza część druga Dracula Ostatnie Sanktuarium nie różnią się od siebie zbytnio, więc opiszę je łącznie.

Grając byłam zmuszona zrobić research w głąb minionego stulecia. Doczytałam, że gra mając swoją premierę była przełomowa. Można to stwierdzić nawet dziś. Przerywniki filmowe były po prostu ładne, w przeciwieństwie jednak do samych postaci w grze, które były wprost obleśne. Dziś, na 32 calowym monitorze mogłam stwierdzić, że druga część Draculi poczyniła jednak progres względem poprzedniczki. Oczy bolały mniej, jednak wzrok nadal się męczył.


Dracula 1 Zmartwychwstanie: ohydne postaci, ble

Zagadki występowały często, jednak były dość proste. Pomijając kilka z nich, na których rozwiązanie bym nie wpadła bez solucji. Nie sposób opisać, jak głupie były… W Ostatnim Sanktuarium doszły nam „czasówki -  żenadówki”, których nikt nie potrzebował i które drażniły. W szasadzie podejrzewam, że miały straszyć (związane były z potworami), ale jedyne co robiły, to męczyły. Co również drażniło, to nieruchome w rozgrywce postaci, stały niczym manekiny, a nabierały życia jedynie w cutscenkach. W grze generalnie było za ciemno, a gdy nadszedł czas na pokonywanie identycznych lokacji będących tunelami jaskiń, po prostu dostawałam nerwicy. Niczym się one nie różniły, a dotarcie do wyjścia było tylko szczęśliwym przypadkiem.

Dracula 1 Zmartwychwstanie: w zamku Draculi

Postać w grze porusza się (myślę, że to za dużo powiedziane) klikając na hotspoty w postaci strzałek. Obszar kliknięć był stanowczo za mały i czasami machałam tą myszką, że brakowało mi biurka. W drugiej części nieco to naprawiono, a w kolejnych problem znikł.

Również dźwięki, choć w całokształcie naprawdę dobre, to ostatecznie mnie zawiodły. Wszystko dlatego, że nagrań dźwiękowych było za mało – powtarzały się na potęgę. Nawet kiedy staliśmy w miejscu, będąc w zamku Draculi, podłoga trzeszczała nienaturalnie – jeden dźwięk zapętlony przez wiele minut rozgrywki. Ogólnie odniosłam wrażenie, że pierwsze dwie części były jakby głuche. Jedyne rozmowy to te w custcenkach. Bohater nie mówił. Nie chrząkał. Ba, nawet nie pierdział, a w to nie uwierzę!

Dracula 2 Ostatnie Sanktuarium: kanały

Grając w roku 2016 w tak leciwą już grę nie zrecenzuję jej obiektywnie. Oczywistym jest, że nie będzie się podobała ani grafika, ani muzyka. Ale w grach przygodowych są rzeczy, które z biegiem czasu się nie zmienią: fabuła, klimat i poziom zagadek.

A więc fabuła stanęła na wysokości zadania. Temat zaczerpnięty z powieści Brama Stokera o zaskakującym tytule… „Dracula”. Kierujemy poczynaniami młodego Harkera pragnąc odzyskać ukochaną Minę z rąk pierwszego wampira. Kolejne poczynania odchodzą już od fabuły książki, aczkolwiek tło sytuacyjne pozostaje to samo.

Klimat. Jedna z największych zalet gry. Zaskakujące, jak pomimo słabego udźwiękowienia można było budować napięcie. Czuć było te wąskie korytarza i oddech Draculi na szyi.

Poziom zagadek trudno mi określić, gdyż był on nierówny. Jak już pisałam, miejscami zagadki były logiczne, a po jakimś czasie aż pukałam się w czoło widząc zadania, jakie przede mną postawiono.

Zmartwychwstanie i Ostatnie Sanktuarium mogłyby być jedną grą, gdyż przejście ich obu zajmuje około 6 godzin. Na szczęście koniec części drugiej na zawsze żegna nas z postacią Harkera i Miny.

Dracula 2 Ostatnie Sanktuarium: cmentarz

Myślę, że warto nadmienić, że wersje z platformy Steam, a które grałam, zostały perfidnie okrojone z łamigłówek i ogólnie z długości gry. Mówi się, że zabrano nawet po dwie godziny z części pierwszej oraz drugiej. Grę ewidentnie przez to uproszczono, zabierając graczom najtrudniejsze zagadki… Nie znalazłam odpowiedzi na to, dlaczego…

Nadchodzi rok 2008 - powstaje Dracula 3: Ścieżka Smoka a moje oczy widząc grę westchnęły z ulgą. Graficznie jest już dużo lepiej, niemniej uważam, że jak na 8 lat różnicy do poprzedniczki, nie poczyniono wielkich, zaskakujących zmian w grafice. Postaci nareszcie się ruszają, aczkolwiek wciąż nie poruszają ustami. No nic. Nie można mieć wszystkiego na raz. Mamy też animacje otwieranych drzwi czy bram, jak już pisałam dostajemy rozszerzony zakres klikania w hotspoty przenoszące nas do kolejnych lokacji.

Dracula 3 Ścieżka Smoka

Nareszcie mówi też sam bohater co sprawia że gra nie jest już tak głucha jak poprzedniczki. Mimo to, chwilami jakość głosów bohaterów pozostawia wiele do życzenia. O ile samo tło muzyczne jest dobrej jakości, to głosy brzmią, jakby były nagrywane w prowizorycznych warunkach. Nie wygląda to dobrze.

Dracula 3 Ścieżka Smoka: piękne lokacje cieszyły oko

W rozgrywce męczyło mnie to, że opcje, które już zostały wykorzystane nadal pozostawały na mapach aktywne, przez co klikało się niepotrzebnie kilka razy w coś, co zostało już wyeksploatowane.

Dracula 3 Ścieżka Smoka

Słowo o fabule: Tym razem gramy jako ojciec Arno Moriani, który w roku 1920 został wysłany do Vladoviste aby prześledzić życie kobiety mającej być po śmierci obwołaną świętą. Jak się dowiemy w trakcie rozgrywki przyszła święta taka święta nie była, gdyż miała konszachty z samym hrabią Draculą.

Dracula 3 Ścieżka Smoka

Dla wielu jak i dla mnie, trzecia część Draculi jest jak dotąd najlepszą. Mimo że nie najmłodszą i nie najładniejszą graficznie, to jednak po pierwsze najdłuższą a po drugie kwalifikującą się do rangi „przygodówki z prawdziwego zdarzenia”. Co mam na myśli? Zagadki były naprawdę na wysokim poziomie lecz nie przekombinowane jak w poprzedniczkach. Gra stała na bardzo wysokim poziomie fabularnym: twórcy zrobili kawał niezłej roboty szukając treści o wampirach, aby móc ją przekazać graczowi. Szczerze przyznam, że dowiedziałam się z gry wielu ciekawych faktów. To właśnie cała ta historia tworzy grę i sprawia, że zapada w pamięć, pomimo że wielu pisze o Ścieżce Smoka jako o przegadanej. Stanowczo się nie zgodzę. Historia były naprawdę interesująca, a każdy dialog wnosił coś do gry.

Podsumowując część trzecią: o niebo lepiej od poprzedniczek, w końcu chciało się grać, a tym samym nie chciało się, aby gra już się skończyła.

I na nieszczęście w roku 2013 dostaliśmy coś co miało być ulepszone, a zostało dokumentnie… spieprzone. Dracula 4: The Shadow of the Dragon oraz Dracula 5: The Blood Legacy to po raz kolejny jedna gra rozbita na dwie celem zapewne zarobkowym. Twórca powinien się wstydzić. Generalnie za wszystko. Za czas gry (4 część to 2 godziny „zabawy”, 5 część to samo); za poziom zagadek (multum rzeczy w ekwipunku leżących tam nie wiadomo po co przez całą grę, aby przydać się w ostatniej lokacji); za brak atmosfery grozy (no nie ma jej… nie ma!); za możliwość pominięcia zagadek logicznych (choć niektórzy wezmą to za plus); za brak synchronizacji ust z głosami (nadawało to postaciom wygląd marionetek niczym z South Park); za przewidywalną fabułę; za voiceacting głównej bohaterki (zero emocji… za taki voiceacting powinni karać dożywociem – stoi naprzeciw Draculi i mówi głosem jakby piła herbatkę z koleżankami).

Dracula 4 The Shadow of the Dragon: bohaterka zaskoczona tym, że przyszło jej występować w tak beznadziejnej produkcji...

Żeby nie było, że pojechałam jak po łysej kobyle, znalazłam 2 (słownie DWA!) plusy. Lokacja jaką jest Czarnobyl, chociaż za długo tam nie zabawimy oraz dwa zakończenia do wyboru. Nie żeby były to wybory w stylu gier ze znanego nam studia Telltale, ale coś tam sobie do wyboru jest.

Dracula 4 The Shadow of the Dragon

I mimo, że grafika jest zdecydowanie ładniejsza od poprzedniczek, to części 4 i 5 nic nie uratuje przed krytyką fanów przygodówek. Jeszcze nie wiadomo w jakim celu wprowadzono do rozgrywki przyjmowanie medykamentów (główna bohaterka choruje na nieuleczalną chorobę krwi), gdyż w przeciwnym razie robiło jej się słabo i nie mogła wykonywać pewnych zadań. Fabuła dwóch ostatnich części była cienka jak Polsilver, aż mnie się nie chce komentować.

Dracula 5 The Blood Legacy

Ja się pytam: dlaczego nie można było iść w kierunku trzeciej części? No dlaczego? Pociesza tylko fakt, że Dracula od Koalabs Studio się skończył. Ostatnie części pokazały, że nie zawsze warto iść z duchem czasu, a już na pewno nie warto przesadzać z tym duchem tworząc przygodówki.